Jest skrót, w kierunku którego pcha każdy produkt AI dla prawnictwa. Zbuduj raz — zwykle dla największego rynku, do którego możesz sięgnąć — a potem przepuść przez tłumaczenie dla każdego innego rynku. Jeden silnik, jeden zestaw szablonów, jeden korpus rozumowania prawnego, wyrenderowany w tylu językach, ile chcesz.

Brzmi wiarygodnie. To dokładnie jest problem.

Tłumaczenie oddaje słowa dobrze i prawo źle

Prawnik w jednej jurysdykcji nie praktykuje prawa innej w tłumaczeniu. Różnice nie tkwią w słownictwie — są strukturalne i schodzą aż na dno.

Tajemnica zawodowa jest najbardziej czytelnym przykładem. W jednym porządku prawnym obowiązek zachowania tajemnicy to silna ochrona, którą można jednak omawiać w kategoriach staranności zawodowej i rozsądnych środków. W innym porządku równoważny obowiązek jest znacznie bliżej absolutnego zakazu — wspieranego rygorem odpowiedzialności dyscyplinarnej, od którego prawnik nie może się zwolnić ani go uchylić. Przetłumacz politykę prywatności z jednego rynku na język innego i otrzymujesz dokument opisujący zły obowiązek — płynnie. Nie przetrwa kontaktu z organem nadzorczym tego rynku, i nie powinien.

To samo dotyczy ustaw cytowanych w sprawie, rejestrów, do których firma się wpisuje, pisma, jakiego oczekuje sąd, i tonu, który klient odczytuje jako kompetentny. Kalka — dosłowne maszynowe tłumaczenie z jednych ram prawnych na inne — odtwarza powierzchnię i porzuca treść.

Co zamiast tego robimy

Każda jurysdykcja jest budowana natywnie. Treść dla każdego rynku jest redagowana tak — z własnymi ustawami zakotwiczonymi dosłownie, własnym językiem regulacyjnym i własnym głosem zawodowym, tak jak prawnicy tam faktycznie piszą. Nigdy angielski szkic wyrenderowany w innym języku. Nigdy polska redakcja będąca tłumaczeniem angielskiej.

Na żadnej stronie skierowanej do klienta nie ma powierzchni tłumaczeniowej. Jeśli funkcja istnieje na jednym rynku, a nie na innym, budujemy ją natywnie na drugim rynku albo jej tam nie dostarczamy. Funkcja, która istnieje tylko jako tłumaczenie, nie istnieje.

Co to kosztuje

Kosztuje duplikację — uczciwie. Każdy rynek oznacza własny korpus redakcji prawnej, własny pakiet compliance, własny zestaw szablonów, własny głos do wypracowania. Konkurent stosujący tłumaczenie na pierwszym miejscu może twierdzić, że obejmuje więcej rynków szybciej niż my, i na arkuszu kalkulacyjnym jego zasięg wygląda szerzej.

Myślimy, że ta szerokość to zobowiązanie, nie atut. Kancelaria, która ufa dokumentowi, bo brzmi dobrze, a potem odkrywa, że cytuje zły obowiązek, została zawiedzona dokładnie w tym miejscu, w którym narzędzie prawne nie może sobie pozwolić na zawodzenie.

Co to kupuje

Kupuje produkt, na którym prawnik na każdym rynku może faktycznie polegać. Bramka tajemnicy zawodowej wie, który obowiązek ma zastosowanie — łagodne ostrzeżenie tam, gdzie prawo pozwala na ocenę, twarda blokada tam, gdzie obowiązek jest bezwzględny. Szablony cytują właściwe ustawy. Głos brzmi, jakby wyszedł z wnętrza zawodu, bo redakcja stamtąd pochodzi.

To jest przez-linia całego produktu: zbudowane przez prawników, dla prawników, nie ogólne narzędzie z prawną nakładką. Natywne-na-jurysdykcję to ta zasada zastosowana do mapy. Nie można zaufaniem przetłumaczyć. Trzeba budować w ramach — każdy rynek na własnych warunkach.

← Wszystkie wpisy